czwartek, 20 czerwca 2013

Nadziane howlitami

     Dawno nic nie pisałam. Najpierw musiałam skończyć prezentowany niżej komplet :), a później jakoś tak nagle dzięki nowej pracy i egzaminach z niemieckiego mój wolny czas znacznie (oooj znacznie :/) się skurczył... Brak czasu na szycie, a tymbardziej na pisanie. Poza tym pogoda jest ostatnio tak piękna, że czuję, że coś marnuję gdy siedzę w domu :) Btw...




     Komplet zrobiony w prezencie dlaaa ...cioci z Kanady :). Pojawia się w Polsce raz na kilka lat i korzystając z okazji, że właśnie tydzień temu przyleciała i że mogę w końcu coś od siebie dać, pozszywałam sznurkami kilka kamyków i Voilà! :) Starsznie się ciesze, że trafiłam w gust, bo to w sumie niespodzianka :). Jego wykonanie zajęło mi sporo czasu, no i oczywiście w międzyczasie powsało kilka innych rzeczy. Chyba nie umiem skupić się od początku do końca na tylko jednym projekcie. Za dużo mi we łbie gnieździ się pomysłów, nie wspominając już o przyjemności czerpanej z przerwania monotonii szycia w jednej kolorystyce.

    W roli głównej wspomniane w tytule howlity imitujące kolorem turkusy (turkmenity), uzupełnione miejscami koralikami Toho.

   Zdjęcia zrobione dość szybko i dopiero po ich ściągnięciu na kompa zauważyłam, że na pierwszym z nich, jest źle ułożony bigiel!!! &*%$#@ :/ No i "dzyndzel" na dole naszyjnika zwisa nie tak jak powinien zwiasać, by dobrze zaprezentować się na zdjęciu :P. Zamieściłam je ze względu na to, iż jest to jedyne nadające się do pokazania zdjęcie, na którym są wszystkie części kompletu.

















2 komentarze: